Pobocza 2008. Przodownicy ponad normą


Słynne już Pobocza wykonały plan pięcioletni! Pstrowski i Birkut – czyli Ostrowski i Szydeł mają się dobrze, a wykonanie nadnormy wcale ich nie zmęczyło. Wręcz odwrotnie, w miarę upływu lat coraz większą tryskają energią. Można to było łatwo dostrzec bacznie obserwując wysoki poziom piątej edycji znanych w Europie więcborskich poetyckich. Nie znaczy to wcale, że po drodze nie było parzących cegieł czy tąpnięć, ale o tym przy podsumowaniu fantastycznego dorobku obu przodowników nie wypada wspominać. Norma wykonana, a zatem czas na brzęczące medale.

Pierwszy przodownikom trzeba wręczyć za niewątpliwą zaletę – cechy motoryczne, a więc za siłę w działaniu. Panowanie nad kilkudziesięcioma poetami, prozaikami, dziennikarzami, krytykami, muzykami i rozmaitymi publicystami co doprawdy trudna sztuka.

Drugi za rosnącą kondycję, która nie ima się teoretyków, lecz ludzi nieustanne i intensywnie ćwiczących. Umówmy się, że nasi dwaj przodownicy ćwiczą nieustanie, efektem czego jest rosnące zainteresowanie nie tylko świata poezji, ale, co ważne, rozrastającej się rodziny donatorów.

Trzeci za ustawiczną ekspansję Poboczy i „zarażanie” nimi coraz nowych środowisk. W tym roku dotycz to kultowego bydgoskiego klubu „Mózg” oraz ludzi skupionych wokół koronowskiej kolegiaty, a także społeczności uczniowskiej Sośna. Tym samym propozycje obu przodowników trafiają na grunt ludzi oddanych poezji, żywiących się nią od zawsze, ale także pod nogi tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że za chwilę będą poetami, a przynajmniej wielbicielami poezji.

Tegoroczne „Pobocza” zgromadziły ponownie czołówkę poetów polskich i wschodniej Europy. Był Krzysztof Karasek, Maciej Malecki, Franciszek Nastulczyk, ks. Franciszek Kamecki, Krzysztof Kuczkowski, Wojciech Kass, Romuald Rosiński broniący m.in. barw naszej, samotrenującej się reprezentacji oraz Eduard Akulin, Lenka Danhelova, Petr Kuha, Vit Sliva, Monika Satavova, Oldrich Janota, Juraj Gigac, Haris Rekanowic, Zvonka Gazivoda, Petr Hruska, Borjana Gakovic, Bojan Zizivic . Wprawdzie celem tych spotkań, broń Boże, nie jest rywalizacja, a głównie bezocenne prezentacje własnej twórczości, jednak w tak różnorodnym zestawieniu nasz poetycki team wypada okazale. Kilka mocnych punktów dostarczyli poeci ziomkowie czyli Paweł Szydeł i Romuald Rosiński.

W tym roku bardzo mocno na topie zaistniał poeta z Warszawy o pseudinimie Gil Gilling. W rzeczywistości Michał Kobyliński prezentował poezję niezwykle mądrą, składającą się ze swoistych wierszy – reportaży. Na pytanie skąd u niego takie zacięcie poetyckie odpowiedział otwarcie; - Jak by ciebie żona rzuciła po 20. latach, też byś miał takie zacięcie. Jego wiersze były na tyle „mocne”, że w zasadzie z łatwością wygrał pierwszy na rozległej Krajnie slam poetycki.

Slam to przednia zabawa, o czym przekonali się uczestnicy wieczoru w sępoleńskiej Galerii. Do niemalże sportowej rywalizacji przystąpiło 13 „zawodników” w tym trzech „od nas”: barman z Galerii, Jacek Placek Grabowski i Krzysztof Wierzchucki. Niestety, zawodowcy rozprawili się z amatorami bezlitośnie. Po emocjach w rywalizacji par, do finału dotarli Eduard Akuli (Białoruś) i Gil Gilling (Polska). W ocenie publiczności (głosowali przy pomocy żółtej i czerwonej kartki) zdecydowanie lepszym okazały się wiersze Gillinga. On też zgarnął z rąk Adama Ostrowskiego tysiąc złotych.

„Pobocza” na dobre rozpoczął wieczór w sypniewskim pałacu. Gospodarze Aleksandra i Romuald Adamscy z pełnym szacunkiem podjęli grono poetów zasiadając przy wspólnym stole. W prezentację poezji włączył się syn Ryszarda Milczewskiego-Bruno Sławomir, przypominając klasykę tragicznie zmarłego ojca. Swoje długie „pięć minut” miał Krzysztof Karasek. Mistrz będący na prawach wyjątkowego gościa składał autografy na okolicznościowych plakatach poświęconych własnej twórczości. Wcześniej w Bibliotece Miejskiej w Więcborku odbyły się jego prezentacje autorskie w otoczeniu wystawy poświęconej Ryszardowi Milczewskiemu-Bruno.

Nazajutrz poetycka trupa ruszyła do szeregu szkół, a następnie do kolegiaty w Koronowie, gdzie świetnie prezentował się czeski bard Oldřich Janota. Kolejnym przystankiem tego dnia był bydgoski „Mózg”.

W piątek festiwal poetycki przeniósł się do sępoleńskiej Galerii gdzie panuje znakomity klimat do tego rodzaju spotkań.

Sobotni wieczór w więcborskim Hangarze wieńczył tegoroczne dzieło przodowników. Tam prezentacje poetów okraszali muzycznie Joanna Kondrat z zespołem, Krzysztof Napiórkowski, Marcin Skrzypczak oraz Eduard Akulin. Warto odnotować debiut w tak zacnym gronie sępoleńskiego poety, naszego współpracownika Andrzeja Ossowskiego. Jego wiersz Bezsenność nagrodzony został załużonymi brawami.

W podsumowaniu czterech intensywnych dni wypada zawrzeć bardzo wysoką ocenę nie tylko dla uczestniczących w festiwalu poetów. Bardzo nisko należy pokłonić się przed organizatorami a także przed młodzieżą i jej polonistami. Wprawdzie nie lgną oni jeszcze, poza drobnymi wyjątkami, do prawdziwej i żywej poezji, ale, co zauważają poeci, pięknie wprowadzają w jej wir młodzież. To bardzo chwalebne. -Proszę podziękować polonistkom zwłaszcza z więcborskiego liceum ogólnokształcącego za naprawdę znakomite przygotowanie uczniów do spotkania z nami – powiedział poeta Wojciech Kass rezydujący w leśniczówce Pranie, gdzie do dzisiaj pasą się Zielone Gęsi.

Inni zwracali uwagę na potrzebę ukłonu w stronę władz samorządowych powiatu sępoleńskiego oraz Więcborka. Wprawdzie jeszcze nie ma cudów w postaci powszechnego zainteresowania, jednak chwilowa obecność wśród poetów przewodniczącego Rady Powiatu Henryka Dąbrowskiego, przewodniczącego Rady Miejskiej w Więcborku Henryka Kujawiaka i szefowej komisji kultury Grażyny Sowińskiej może być początkiem wzajemnego zbliżenia.

Zadowolenia z tego faktu nie krył Adam Ostrowski składając w imieniu organizatorów „Poboczy” specjalne podziękowania donatorom medialnym i uczestnikom festiwalowym. - Zgodnie z oczekiwaniami atmosfera na wszystkich imprezach była doskonała. W ten weekend Więcbork stał się stolicą polskiej poezji. Współorganizatorzy zadbali o to, żeby panował na nich duch poezji. Widać było, że wszyscy uczestnicy już teraz chcą jak najprędzej wrócić do Więcborka. Bardzo ważne jest dla nas to, że na lekcjach i warsztatach poetyckich pojawiła się masa młodzieży. Do zobaczenia za rok – powiedziała Adam Ostrowski.

Festiwal poezji z takim rozmachem to nie tylko praca organizacyjna określonych ludzi, ale także pieniądze. Bez nich „Pobocza” byłoby nierealne. W tym roku Adamowi Ostrowskiemu i Pawłowi Szydłowi czyli władzom Krajeńskiego Stowarzyszenia Kulturalnego udało się zgromadzić dostatecznie dużo środków. Lwia część to granty zewnętrzne. Ich wysokość jest ściśle związana z zaufaniem jakim darzą organizatorów Fundacja Inicjatyw Obywatelskich, PO MKiBN Rozwój Inicjatyw Lokalnych, Fundacja J&S Pro Bono Poloniae a także Gmina Więcbork i Powiat Sępoleński.

W ciągu ostatnich pięciu lat Krajeńskie Stowarzyszenie Kulturalne pokazało się z jak najlepszej strony. Pora więc by rewanżem była troska samorządowców o jego dalszy, nie mniej intensywny rozwój. Wielką pomocą ze strony radnych Więcborka byłoby przekazania starego, mocno podniszczonego i opustoszałego kościoła poewangelickiego na siedzibę stowarzyszenia. Ten dobry pomysł powraca co jakiś czas, po czym cichnie i na długo zanika. Niech tym razem wróci na dobre. Tym bardziej, że każdy poeta to na długo spamięta.

Piotr Pankanin





Wiadomości Krajeńskie - Tygodnik lokalny - Sępólno Krajeńskie - Kościuszki 15 - Telefon : 388 10 95 - Email : redakcja@wiadomosci.zas.pl