Kiedy wieczorem rozłożą dwa tapczany i jednoosobowy fotel, w pokoju nie ma już skrawka wolnego miejsca. Jedno z dzieci śpi na podłodze. Mały pokoik na poddaszu przy ulicy Chojnickiej to sypialnia, kuchnia, łazienka i pokój dzienny - wszystko w jednym. Wioletta i Sławomir Ciepluchowie z czworgiem dzieci żyją na 20 metrach kwadratowych. Nie korzystają ze świadczeń opieki społecznej, nie zalegają z czynszem. Od gminy oczekują jedynie większego mieszkania.

Ciepluchowie
mieszkali kiedyś w służbowym mieszkaniu pana
Sławka. Praca się skończyła i mieszkanie trzeba było zwolnić. Trzy lata temu gmina przyznała im, jak wówczas obiecywano, tymczasowo mały pokoik w budynku przy ulicy Chojnickiej. Bez wody, bez kanalizacji. Woda była na korytarzu. W ubiegłym roku rurę z wodą przedłużono do „mieszkania” Ciepluchów. Pod zlewem stoi wiaderko, które pełni rolę kanalizacji. Jak sobie radzą z praniem czy codzienną toaletą? –
Myjemy się w wanience. Mamy XXI wiek. Córka ma 12 lat, wstydzi się chłopaków. Wodę wlewamy do wiadra, wynosimy na zewnątrz i wylewamy do starego wychodka – mówi pani
Ciepluch.
Doprawdy, trudno to sobie w dzisiejszych czasach wyobrazić, ale tak jest w Kamieniu. Za 20,4 metra kwadratowego rodzina płaci 91 złotych miesięcznie. Niedawno była podwyżka. Gmina powinna się wstydzić, że wyciąga rękę po te pieniądze.
– Od lat, w każdy wtorek jestem u burmistrza, ciągnę ze sobą dzieci, które czekają pod drzwiami. Ciągle jakieś obietnice albo po prostu go nie ma. Nie stać nas na wynajęcie mieszkania. Żyjemy z pensji męża, który pracuje w delegacji. Nie chcemy żadnego luksusu, nie oczekujemy, że gmina wybuduje nam dom. Wiemy, jak ciężko jest z mieszkaniami. Może na drodze zamiany coś da się wygospodarować? – mówi pani Wioletta. Ciepluchowie wskazują lokal, gdzie samotna osoba mieszka w trzech pokojach. Niedawno zwolniło się mieszkanie przy ulicy Chojnickiej, tuż obok. Zmarła osoba, która była jego najemcą. Burmistrz miał odpowiedzieć, że mieszkanie będzie sprzedane w drodze przetargu. Ciepluchowie chcą sobie pomóc, ale ograniczają ich możliwości finansowe. Na pierwszym miejscu jest czworo dzieci w wieku od 3 do 12 lat. Jedno z nich jest niepełnosprawne.
9 lipca pojawiła się iskierka nadziei. W oficjalnym piśmie burmistrz Wojciech Głomski zaproponował zamianę ciasnej klitki w Kamieniu na mieszkanie socjalne, które ma być utworzone w dawnej szkole w Dąbrówce. Niestety, okazało się, że to melodia przyszłości. Pomieszczenia dawnej szkoły wymagają remontu. Brak w nich wody, podłóg itp. Po prostu nie można w nich zamieszkać tak od razu.
– Ta rodzina ma już u nas swoją historię. Kiedy pan Ciepluch stracił pracę, musiał opuścić mieszkanie. Wynajęliśmy wtedy dla mich mieszkanie prywatne. Część kosztów pokrywała wtedy opieka społeczna. Naprawdę wydaliśmy wtedy sporo publicznych pieniędzy. W 2007 roku zaproponowaliśmy im mieszkanie w Orzełku. Jeden pokój nadawał się do zamieszkania od razu, resztę chcieliśmy wyremontować. Otrzymaliśmy pisemne oświadczenie o odmowie. Państwo Ciepluchowie chcą mieszkać w mieście – mówi burmistrz Kamienia Wojciech Głomski.
– Nie mam samochodu, dzieci chodzą tutaj do szkoły. Po prostu nie jesteśmy mobilni, a mąż jest w delegacji – tłumaczy pani Ciepluch. – Byliśmy u teściów tej pani, w Dużej Cerkwicy. Oni mają dwa domy, jeden stoi pusty. Teściowa oświadczyła, że nie przyjmie ich pod swój dach. To świadczy o tym, że w tej rodzinie stosunki nie są najlepsze. Co prawda obowiązuje mnie tajemnica służbowa, o wielu rzeczach nie mogę mówić, ale nie jest to „łatwa” rodzina. Naprawdę, razem z burmistrzem staramy się tej rodzinie pomóc, zwłaszcza ze względu na dzieci – mówi Zofia Krzemińska, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kamieniu. – Złożyłem panu Ciepluchowi pewną obietnicę i teraz powtórzę ją panu redaktorowi. Staramy się o komunalizację budynku dworca kolejowego. Mogłoby powstać tam sześć mieszkań. Wszystko jest już na najlepszej drodze. Myślę, że powinniśmy stać się właścicielami obiektu w ciągu pół roku. Oczywiście gmina mogłaby go na przykład wydzierżawić od razu, ale nie zaryzykuję wydawania publicznych pieniędzy na remont budynku, który nie należy do gminy – dodaje burmistrz Głomski.
W tego typu historiach prawda leży zwykle gdzieś po środku. Normą jest tworzenie mieszkań socjalnych na terenach wiejskich. Jednak żal dzieci, które wychowują się w skandalicznych warunkach, w których nie ma mowy o ich prawidłowym rozwoju. Od pomagania takim rodzinom jest właśnie gmina i stojący na jej czele burmistrz.
(Li)
Na zdjęciu: Wioletta Ciepluch czyta kolejne pismo od burmistrza. Niestety, zmuszona jest przedłużyć swoją cierpliwość
w oczekiwaniu na optymistyczne informacje z kamieńskiego magistratu